#32 ArtClay, czyli na początku był amalgamat

Jedno z objawień na temat fajnych rzeczy, jakie chcę kiedyś zrobić, dopadło mnie na studiach, konkretnie na zajęciach ze stomatologii zachowawczej, gdzie ząb, poza jamą ustną, mieliśmy wypełnić amalgamatem srebra. O ile sam proces aplikacji wywoływał we mnie reakcję typu „meh”, to już obróbka wypełnienia stanowiła radość i przyjemność w czystej postaci. Bo jak nie kochać tego momentu, kiedy z brzydkiej, zaśniedziałej, niewiele przypominającej powierzchni z użyciem każdego kolejnego narzędzia wydobywamy piękne srebrzyste bruzdy i guzki imitujące anatomiczne kształty powierzchni zęba?

I wtedy pomyślałam, że kiedyś chciałabym zostać jubilerem. Ale takim prawdziwym – odlewać, wypalać, osadzać kamienie i polerować, polerować, polerować.

Trafiłam na coś, co nosi nazwę ArtClay. W skrócie – jest to rodzaj glinki z drobinkami metali – po wypaleniu otrzymujemy wyrób złożony w 99% z metalu – odpowiednio: srebra, złota, brązu lub miedzi, w zależności od typu glinki. Długo nosiłam się z zamiarem spróbowania swoich sił w takim medium, aż nagle objawił się Best.Boyfriend.Ever będący już Narzeczonym i sprawił mi takie pudło zabawek.

artclay

… i do tego kilka cyrkonii. Pierwsza próba już wkrótce:)

Reklamy