#24 SERBIA, CZYLI FARBY EMPIRYCZNIE

Miało być pięknie… a wyszło jak zawsze.

Kolejna kasta – tym razem tematem przewodnim miały być barwy narodowe Serbii. Zamysł był niby ok, ale realizacja pokazała, ile jeszcze muszę się nauczyć o farbach… dlatego będzie druga wersja, lepsza. Ale od początku.

Jak już pisałam w poprzednim poście, za sprawą Drozda dochrapałam się aerografu z kompresorem. Świetna zabawka, a przede wszystkim cicha, dzięki czemu nie jestem nadmiernie uciążliwa dla sąsiadów, szczególnie, gdy pracuję w nocy. W trakcie eksploatacji wyszedł na jaw problem ciśnienia – okazuje się, że 2 bary to trochę za mało – papier da się pomalować i nie widać, że cokolwiek jest nie tak. Również malując na maskowanych powierzchniach  nic nie wygląda podejrzanie. Wielkość kropli widać dopiero na gładkiej powierzchni leksanu – mgiełka skrapla się i powstają plamy, zacieki, generalnie nieprzyjemne i niepożądane zjawiska. Do tego farba wymaga znacznego rozcieńczenia, aby w ogóle mogła wydostawać się przez dyszę trochę dłużej niż tylko przez 3 sekundy, zanim ta ulegnie zapchaniu. Generalnie wszystko razem złożyło się na fail w tym temacie.

Teraz słowo o farbach.

Wyszłam z błędnego założenia wyniesionego z malarstwa sztalugowego, iż akryle są farbami rozpuszczalnymi w wodzie (przynajmniej do momentu zaschnięcia – wtedy są, przynajmniej teoretycznie, nierozpuszczalne w niczym). Te w tubkach i butelkach – zgadza się. Te w puszkach i wiadrach – no też, też. Przy akrylach modelarskich zgłupiałam.

Dejan podarował mi pierwszy komplet farb do aerografu. Ucieszona byłam z nich niezmiernie – miały przepiękne, żywe kolory (barwy Serbii, rzecz jasna) i z definicji przeznaczone były do leksanu – Pactra Racing Finish for RC Cars. Na słoiczku wyraźna informacja, iż preparat jest gotowy do użycia, oraz że są to farby akrylowe.

pactraacr1

Z pewnością są to świetne farby (pod warunkiem, że posiada się do nich rozcieńczalnik), a na pewno jedyne prawdziwe odpowiedniki farb sprayowych dla aerografu, z którymi się spotkałam. Mają świetną adhezję do leksanu, tak samo jak akryle sprayowe „przeżerają” farbę wodną, która jest pod nimi i utrwalają ją lub rozmazują, zależnie od sposobu aplikacji… No właśnie. Pierwszy error. Farby te teoretycznie są gotowe do użycia, ale… w praktyce nie można nimi malować. Nie da się. Przy próbie nanoszenia aerografem wydzielają się „nitki” i w rezultacie owszem, mamy przez chwilę ładny strumień farby, chwilkę później kłęby kłaków wokół malowanego elementu, w końcu po kilku sekundach aerograf zaczyna pluć, aż w końcu się dusi. Proste – za gęsta farba. Ale problem polega na tym, że… przy próbie rozcieńczenia wodą farba wytrąca się. Pactra wypuściła rozpuszczalnik dla tej serii preparatów. Tak, jest w sprzedaży. W Meksyku.

Nie muszę mówić, że skoro farba się wytrąca pod wpływem wody, to czyszczenie stanowi już jakiś czelendż:) Całe szczęście szefowa w swej hojności przekazała mi komplet nowiutkich, acz dwudziestoletnich narzędzi kanałowych, które gdzieś zalegały na zapleczu. Dały radę:)

Zaczęłam szukać alternatywy – rozpuszczalniki, terpentyny, cuda wianki. Zakupiłam też komplet mediów malarskich do akrylu, a nuż zaskoczy. Nie zaskoczyło. Ciekawostka – medium opóźniające do akryli firmy Renesans można spokojnie wykorzystywać jako retarder przy słoiczkowych Pactrach wodnych. Zawartość reszty butelek przyda mi się przy innej okazji.

media

Poddałam się. Pactry Racing Finish nakładałam najpierw gąbeczką, a później pędzlem, przez co cieniowanie w wykonaniu wodnych Pactr mocno ucierpiało.  Wyszło jak wyszło, ale przynajmniej farba nie odpadnie od razu po uderzeniu w bandę.

Jeszcze słowo o akrylach wodnych. Teoretycznie nie są przeznaczone do leksanu, a do modelarstwa figurkowego… (poza Faskolorem, ale… czy ja wiem?).  Pactry słoiczkowe wodne mają swój rozcieńczalnik, ale równie dobrze można im zaserwować wodę lub każde inne medium do akryli, chociaż usuwają się zbyt łatwo (ciepła woda, paznokieć… srsly?). Kolega TTQ twierdzi, że z Faskolorami, mimo dedykowanego retardera, jest podobnie (wypróbuję). Dlatego przy uderzeniach farba odpryskuje. Wodne akryle są na pewno łatwiejsze w użyciu i mniej jest z nimi problemów przy czyszczeniu sprzętu, ale brak trwałości  jest do naprawienia. Moja metoda to spryskanie pomalowanej już kasty farbą w sprayu – rozpuszczalnik w niej zawarty pięknie przeżera farby wodne i je utrwala. Nakładany bardzo cienkimi warstwami zabezpiecza uzyskane efekty. Poza tym za użyciem farb wodnych mimo braku ich trwałości przemawia cena – 3 zł za słoiczek na Allegro i przeogromna paleta kolorów – można się bawić detalami w nieskończoność, oczywiście pod warunkiem wydolnego kompresora, który nie wymaga szalonej ilości rozcieńczalnika.

Jeszcze uwaga dotycząca sprayowych Lexacolorów – mocno odradzam. Przepięknie pękają przy schnięciu. Nigdy więcej. To tak ku pamięci oraz żeby nikogo nie kusiło.

Ogólnie można było tą kastę pomalować lepiej i taki też jest plan na drugą serbską karoserię.

kasta

Herby załatwiłam za pomocą naklejek, które mimo przezroczystości (CityPrint w Poznaniu nie drukuje na biało!), z białym malowanym od spodu tłem jakoś dały radę. Można? Można, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że istnieją bardziej optymalne rozwiązania i wypadałoby je opanować.

Co do samych zdjęć – Drozdo słusznie stwierdził, że „z daleka nie widać” 😉 Trzymam się tej wersji. Kurczowo.

Chciałam jeszcze bardzo podziękować panu Tomkowi za próbkę Tamiyowego zmywacza do leksanu, którą dziś dostałam! 🙂 Szykuje się zmywanie fabrycznej farby i nakładanie czegoś własnego, co zaowocuje pewnie przy okazji testem zmywaczy wszelakich, bo wieść gminna niesie, że płyn hamulcowy także fajnie sprawdza się do zmywania nawet farb dedykowanych do leksanu, czyli chemicznie się z nim łączących.

Reklamy